Po długiej przerwie na Dzikiej Wodzie – 2-4.10.2020

Po dość długiej przerwie wraz z Miśkiem pojawiliśmy się na łowisku „Dzika Woda”.

Długo planowany wyjazd miał być odpoczynkiem, a zarazem wspólnym wyjazdem po niemal dwu letniej przerwie w karpiarstwie dla Mnie.

W tym sezonie tylko raz udało mi się odbyć trzy dniowa zasiadkę na łowisku „3K” z całkiem niezłym wynikiem w związku z czym, tym razem postanowiłem spotkać się z Miśkiem na „Dzikiej Wodzie”.

Kalendarz rezerwacji na łowisku był dość ciasny, pozostało Nam więc usiąść na stanowisku nr 5. Ze względu na odległość do drugiego brzegu która wynosi ok. 140 -150 m postawiliśmy na wywózkę zestawów.

Po wysondowaniu dna Nasze zestawy wylądowały w wodzie na skraju kończącego się spadu pod drugim brzegiem.

W kolejnych godzinach naszego pobytu zabieramy się do rozkładania namiotów i przygotowania jakiejś „wyżerki”.

Pogoda pogarsza się z każdą godziną – wieje coraz bardziej, co utrudnia wywożenie zestawów.

Zmachani wiosłowaniem szykujemy się do nocki.

Ok. osiemnastej nieśmiałe branie na mojej wędce. Szybkie przycięcie i po ok. 2 minutach walki widzę że bojki chłopaków ze stanowiska obok zaczynają pływać, a ja mam coraz trudniejszy hol. Niestety okazało się że jakimś cudem karp poszedł bardzo w prawo i pozbierał wszystkie bojki.

Wskoczyliśmy do łódki i wypłynęliśmy ratować sytuację. Misiek zaczął odplątywać bojki, chłopaki ze stanowiska obok dołączyli do nas, bo ryba grasowała po całym ich stanowisku.

Udało się, ryba po kilkunastu minutach w podbieraku. Szalonym karpiem okazał się 10 kg golec.

Przeprosiłem chłopaków za całą tą sytuacje i zabrałem się za kolacje.

Nocka przespana bez brań, a ranek zapowiadał się spokojnie, ale tylko się zapowiadał nadal wiało tak, że nie chciało się wywozić zestawów.

Słonce pięknie święciło, wiatr nie odpuszczał. Z kawą w ręce czekałem na branie, bo od rana była cisza. Po godzinie dwunastej nastąpiło długo wyczekiwane branie – bardziej zdecydowane. Podnoszę wędkę i czuję że to nie mała ryba. Po ostatniej przygodzie z bojkami od razu wypływamy po rybę. Hol trwał dłuższą chwile, bo wiatr był bardzo mocny, biedny Misiek wiosłował z całych sił. Ryba wylądowała w końcu w podbieraku. Na pierwszy rzut oka wydawała się spora – waga wskazuje 17 kg. Mega szczęśliwy wypuszczam rybę i szykuje się do wywózki.

Misiek trochę zrezygnowany, bo nawet piknięcia nie miał, zmieniał kulki, zapachy, położenie zestawów – robił wszystko, co w jego mocy żeby mieć kontakt z rybą. Niestety ta woda po raz kolejny nie daje mu za wygraną.

Kolejne branie ok. 16 przynosi ostatnią rybę wyjazdu, która był kilku kilogramowy linek.

Z tego wyjazdu byłem mega zadowolony.

Daniel „Bobik” Słowik

 

Bobik