Niezwykła „majówka” na 3K – nowe PB – 27-30.04.2018

Od kilku już lat „majówka” dla Polaków kojarzy się z grillowaniem, a dla karpiarzy to idealny moment na spędzenie kilku dni nad wodą po zimowej przerwie. My również postanowiliśmy spędzić czas w ten sposób, a jako że możliwości wyboru łowiska nie mieliśmy praktycznie żadnej (na większości wód rezerwacje były robione już w lutym) padło na pobliskie 3K.

I tak w piątkowe późne popołudnie znaleźliśmy się już nad wodą. Jako, iż ostatnio jestem stałym jej bywalcem pierwszeństwo w wyborze miejscówki miał Bobik. Początkowa taktyka była prosta – dwie wędki pod brzeg, a dwie na środek celem weryfikacji w której części zbiornika żerują ryby.

Na pierwsze branie nie trzeba było długo czekać bo już po 19.00 usłyszeliśmy pierwszy dźwięk sygnalizatora, a po krótkim holu na macie wylądował 8 kg karp.  Szybkie przewiezienie zestawu w to samo miejsce i dalej „gadu gadu” podczas pierwszego wspólnego wyjazdu w tym sezonie. I tak niespełna 1,5 godziny później kolejny odjazd na tej samej wędce. Tym razem karpik nieco większy 8,5 kg. Jednoznacznie stwierdziliśmy, że zaczęło się nieźle, a w takim tempie tego roczna majówka może przynieść niespodzianki. Tak też się stało po godz. 22.00 kolejne branie, tym razem bardziej delikatne i majestatyczne – unoszę wędkę ku górze i stwierdzam będzie „koń”. Hol trwa nieco dłużej, a z ciemności wyłania się piękna sylwetka golca. Na pierwszy rzut oka dajemy ok. 17 kg jednak w czasie przenoszenia do maty Bobik stwierdza, że będzie koło dwudziestu. Nasze przypuszczenia potwierdza waga której wskazówka zatrzymuje się na 19,2 kg – TAK! mam nowe PB. Podbudowani tak piękną rybą dalej siadamy i gaworzymy popijając rozgrzewająca herbatkę postanawiając, że o północy idziemy spać. Tuż przed 00.00 kolejny odjazd, a zakończony hol ujawnia pierwszego w tym roku amura o masie 7,5 kg.

Noc i spokojny sen przerwane zostało przez pierwsze branie u  Bobika, bardzo delikatny i asekuracyjny hol przyniósł pierwsze spotkanie z karpiem, którego waga wskazała 8,5 kg.

Około godziny 5.00 przewiozłem zestawy spodziewając się kolejnych brań po wschodzie słońca. Po kilku godzinach kolejny dźwięk sygnalizatora – zacięcie, krótki hol i … spinka !? Otóż nie – branie na drugiej wędce. Hmmm coś dziwnego pomyślałem. Szybko odłożyłem wędkę i zacięcie na drugiej. W trakcie holu okazało się, że ciągnę drugi zestaw na końcu którego jest ryba. Na brzegu okazało się, że ryba płynęła z zerwanym zestawem, zahaczyła o moją pierwszą wędkę , a następnie drugą. Na szczęście udało się wyholować i uwolnić z tej „pułapki”  pięknego 10 kg lampasa.

Od tej pory nastąpiła zmiana akcji i kolejne ryby zaczął wyciągać Bobik …

Około 17.00 postanowiliśmy przewieźć zestawy, donęcić i oczekiwać brań wieczorową porą. I tak też się stało. Już po kilkudziesięciu minutach kolejny dźwięk dochodzi z mojego „Microna”, a na brzegu melduje się kolejna ósemka (8,6 kg). W tym czasie Bobik nie poddawał się i oczekiwał swojego „big fish’a”. Kolejne godziny mijały kiedy to tuż przed zmrokiem na macie ląduje kolejna ryba – karp 6,5 kg.

W związku ze zmęczeniem postanowiliśmy tej nocy nieco odpocząć i wcześniej położyliśmy się spać. Niemalże szaleńcze tempo kolejnych brań trwało nadal. Po północy ze snu niczym budzik wybija mnie pisk centralki. Po chwili z namiotu wychodzi również Bobik celem podebrania ryby. Czując obciążenie znajdujące na końcu zestawu stwierdzam, że będzie „piękna ryba”, a moje przypuszczenia potwierdza wskazówka wagi –  15 kg.

Po śniadaniu zwijam wędki, przewożę zestawy Bobika i udaję się do domu (obowiązki rodzinne). Na łowisko mam wrócić późnym popołudniem. W tym czasie Bobik rozkoszując się promieniami słońca oczekuje kolejnych brań.

Zaciekawiony wyników postanawiam do niego zadzwonić ok. 15.00, w słuchawce słyszę, że „nadchodzi burza i nic się nie dzieje”. Lekko uspokojony oddaję się uroczystością które to przerywa SMS od Bobika. Wiadomość niezwykle krótka i zwięzła. „Zaraz po Twoim telefonie miałem branie – 15 kg.” Pomyślałem – jest dobrze Bobik ma swoją dużą rybę.

Wracając na łowisko po drodze wstąpiłem do sklepu, dzwoniąc do Bobika czy coś chce. W słuchawce słyszę że „coś się stało”, a resztę szczegółów dowiem się jak przyjadę.

Mija 15 minut i jestem na miejscu. Bobik jak gdyby nigdy nic mówi, że zbierało się na burze, potwierdza informację o piętnastce po czym ze spokojem oznajmia, że musiał podbierać karpia wchodząc do wody.

Ale jakiego karpia pomyślałem ? – nic wcześniej nie pisał. Otóż okazało się, że i on ma nowe PB – 21 kg.

Coś niesłychanego jeszcze doba przed Nami, a tu oboje w czasie jednego wyjazdu zaliczamy nowe PB.

Mając tak niesamowite wieści szybko przygotowałem zestawy. Zgodnie z porannymi planami jeden z zestawów trafił w nowe miejsce.

I tak po  przygotowaniu się do zbliżającej się ostatniej już nocki podczas wieczornego podsumowania wyjazdu słyszymy energiczny odjazd z „nowego” miejsca. Szybkie zacięcie hol i na macie ląduje kolejna ryba – niewielki 6,5 kg karpik. Zestaw ląduje w tym samym miejscu i niedługo po tym udajemy się na nocny spoczynek.

Po północy ze snu wyrywa mnie kolejny dźwięk dochodzący z centralki, wyskakuje z namiotu zacięcie i kolejny hol, tym razem znacznie dłuższy. Czuję, że po drugiej stronie jest piękna ryba. I tak po kilku minutach na macie jest 15 kg karp.

Do rana cisza, postanowiliśmy około 5.00 przewieźć zestawy i oczekiwać na kolejne piękne ryby. Zostało nam jeszcze kilka godzin łowienia. Powrót planowany jest o 14.00

Podczas pakowania kilka minut przed południem zauważamy jak szczytówka wędki idzie w lewo, zaraz po tym sygnalizator wydaje pierwszy dźwięk. Przede mną kolejny hol z zakończony 9 kg karpikiem.

Szybko przerzucam w to samo miejsce i dalej się pakujemy. Mija niespełna pół godziny i znowu energiczny odjazd odrywa Nas od bieżących czynności. Kolejny hol trwa około 10 minut, i wskazówka wagi wychyla wskazując 14,4 kg.

Tym pięknym gestem kończymy „majówkowa” zasiadkę.