Łowisko 3K – 18-20.04.2017

Choć prognozy zapowiadały wielkie ochłodzenie, opady śniegu, deszczu ze śniegiem i temperatury w granicach -2 do +6 długo wyczekiwany i planowany wyjazd musiał dojść do skutku (18-20.04.2017).

I tak też się stało, we wtorek po świętach na łowisku przywitały mnie brzegi pokryte warstewką mokrego śniegu i wiatr w porywach do kilkudziesięciu KM/h. Przez blisko godzinę wędrowałem wokół zbiornika wypatrując jakichkolwiek oznak ryb. Ok. godziny 11:30 zapadła decyzja – rozkładanie sprzętu i biwaku zajęło sporo czasu w niesprzyjających warunkach ale jak się okazało było warto.

Pierwszego brania doczekałem się po godz. 17:00 jednak zakończyłem swój kontakt z karpiem klasyczną spinką tuż pod brzegiem. Na szczęście niedługo czekając przed 18:00 kolejne branie i tym razem na macie ląduje piękny kapr o masie 14,6 kg, a zaledwie 20 minut później kolejny 5 kg.

Do rana nie było brań – ale może to i dobrze bo warunki pogodowe w nocy nie zachęcały do opuszczania namiotu. I tak po godz. 7:00 następnego dnia pobudkę z zimowego snu oznajmia centralka, a po kilkunastu minutach na brzegu mam 14 kg karpia. Po krótkiej sesji fotograficznej w iście kwietniowych warunkach (opady śniegu i deszczu) na kolejne branie przyszło mi czekać do południa, a tym razem z namiotu wyciągnął mnie kapr o wadze 9,3 kg.

I tak w oczekiwaniu na kolejne brzanie wskazówki zegara przesuwały się nieubłaganie, aż do godz. 15:00 kiedy to nastąpił wyjątkowy moment – PB karpia zostało pobite. Po wyczerpującym holu na macie ląduje 17 kg karp :). Niestety moją radość, szczęście i banan na twarzy mogę pokazać tylko sobie (samotna zasiadka). Oczywiście nie omieszkałem pochwalić się kolegom drogą SMS.

Po wywiezieniu zestawu na kolejne branie czekałem, aż do 2:00 w nocy (już 20 kwietnia) kiedy to ze smacznego i głębokiego niemalże zimowego snu wyrywa mnie kolejne branie – tym razem 9 kg cyprinus carpio.  A po śniadaniu tuż po 9:00 z namiotu oprócz delikatnych promieni słońca wyciąga mnie kolejne branie tym razem na drugą wędkę (bo wcześniej wszystkie ryby złowiłem na jedną), a na macie tym razem melduje się ostatni 10 kg karp.

I tak staropolskie przysłowie sprawdziło się w 100% – „Kwiecień plecień poprzeplata trochę zimy trochę lata”

Niemniej jednak wyjazd zaliczony na 100% – dwie doby w okrutnych warunkach pogodowych ze wspaniałymi rybami.

Misiek